„I write because I dont know what I think until I read what I say” Flannery O’Connor
Myślę szybciej niż twój ABS
Myślę szybciej niż twój ABS

Myślę szybciej niż twój ABS

5
0
Ci, którzy mieli okazję wsiąść do mojego samochodu, przechodzą zawsze ten sam proces:
Najpierw lekki niepokój – bo jadę szybko. Potem zdziwienie – bo jadę szybko i pewnie.
A na końcu… to spojrzenie: „Serio? To było bezpieczne?”
Tak, było...! Bo szybko nie znaczy bezmyślnie.
Nie mam złudzeń – na drodze największym zagrożeniem bywają inni kierowcy. Dlatego jadę dynamicznie, ale z ograniczonym zaufaniem. Widzę to, czego oni nawet nie zauważają, i reaguję zanim coś się wydarzy. Kiedy już pasażerowie to zrozumieją, pojawia się ta magiczna chwila – rozluźniają ramiona, opierają się wygodniej w fotelu… i pozwalają mi prowadzić.
Nie będę owijać w bawełnę – prowadzę dobrze. Na tyle dobrze, że niejeden facet po wspólnej trasie zaczyna się zastanawiać, czy egzaminator na prawo jazdy aby na pewno go nie oszukiwał.
Kocham samochody. Kocham jazdę.
To wszystko w dużej mierze dzięki mojemu dziadkowi i jego Fiatowi 126p – pojazdowi, który uczył, że liczy się droga, nie prędkość… głównie dlatego, że innej opcji po prostu nie było. Za kierownicą siedział dziadek, a ja – na jego kolanach, mając może pięć lat – z dumą obracałam kierownicą. Do pedałów? Nawet nie próbowałam sięgać. W mojej głowie i tak byłam królową szosy, a dziadek – moim cichym wspólnikiem, który wykonywał całą resztę. Nasze trasy bywały „szalone” – przejazd wzdłuż rzędu garaży, parkowanie i… finisz. Ale ja czułam się jak w finale Grand Prix, tylko publiczność była w postaci sąsiadów z reklamówką zakupów.
To wtedy dziadek wpoił mi zasadę, której próżno szukać w podręcznikach: „To, że ty jedziesz dobrze, nie znaczy, że inni nie zrobią głupoty. Patrz dalej niż na auto przed tobą i bądź zawsze o krok przed nimi”. Jak się okazało, to złota reguła – szczególnie, gdy jedziesz wśród ludzi, którzy włączają kierunkowskaz dopiero wtedy, gdy ich auto jest już w połowie innego pasa. 
Wciąż mam w sobie tę dziecięcą frajdę. Lubię prędkość – i nie będę udawać, że jest inaczej. Ograniczenia traktuję jak sugestie… takie, które można rozważyć, ale niekoniecznie wcielać w życie. Dla mnie jazda to sztuka – szybkie, sprawne dotarcie z punktu A do punktu B, najlepiej 
w czasie, który zaskoczy nawet nawigację. Samochód mnie wycisza – to moje prywatne miejsce, w którym świat zwalnia, nawet jeśli ja akurat nie.
I chociaż dziadek już dawno zniknął z fotela pasażera, w myślach siedzi obok, patrzy spod oka 
i mówi: „Trochę mniej Monte Carlo, trochę więcej prostej jazdy…” – a ja tylko uśmiecham się
pod nosem i dodaję gazu, bo trudno udawać grzecznego kierowcę, kiedy w duszy od zawsze masz silnik V8. :P

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z what it feels like

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej